Aktualności - plany - Korona Gór

Menu
Przejdź do treści
PLANY

Czas nieubłaganie pędzi do przodu, a na horyzoncie pojawił się już 2020 rok. Cóż taka kolej rzeczy, więc aby nie zostać w tyle, należy podjąć pewne przedsięwzięcia. Jakie, trudno jeszcze z całą pewnością powiedzieć. Nie zawsze to, co zaplanujemy uda się zrealizować, ale bez planów świat traci kolory.
Plany są jednak po to, aby je zmieniać jak zajdzie takowa potrzeba.

Do planów zaliczyć można:
A) Góry krajowe:
- najbliższe okolice, czyli góry na południu  Polski.
B) Góry zagraniczne:
- Słowackie Tatry Zachodnie, być może Mała Fatra.
C) Korona Europy:
- coś na wyspie, a dokładniej ujmując Irlandia,
- kraje na osi od Hiszpanii do San Marino
D) Inne bliżej nieokreślone:
- te powstaną pod wpływem impulsu i zazwyczaj są najlepsze.

AKTUALNOŚCI



Czerwcowy długi weekend 2020

Nasze plany zmieniały się ostatnio bardzo dynamicznie. Odwołany wyjazd do Irlandii nie oznaczał rezygnacji z odpoczynku w górach. Postanowiliśmy zrealizować inną część związaną z Tatrami i Tatrami Zachodnimi. W tym celu wcześnie rano 11 czerwca wyjeżdżamy do Poronina, gdzie mamy nocleg. Zostawiamy tam samochód i przesiadamy się do lokalnego busa. Mieliśmy z tym trochę problemów i w interesujące miejsce musieliśmy jechać drogą okrężną. Najpierw dostaliśmy się do Zakopanego, skąd kolejnym busem pojechaliśmy w okolicę Wierchu Poroniec. W czwartek postanowiliśmy przejść szlakiem przez Gęsią Szyję do schroniska Murowaniec i dalej przez Nosal do Kuźnic. Można stwierdzić, że prawie nam się to udało z dużym naciskiem na prawie. Ostatni odcinek od Murowańca musieliśmy zmienić z uwagi na burzę, która jak to w Tatrach pojawiła się znienacka. Bacząc na swoje bezpieczeństwo, zamiast na Nosal skręciliśmy w lewo do Kuźnic. Poniżej film z tego dnia.
Kolejny dzień (piątek) to już trzecie podejście do Doliny Małej Łąki. Tak, tak, trzeci raz próbujemy przejść tę dolinę. Pierwszy raz pomimo wizyty wiosną była tak oblodzona, że nie mając raków,nie mogliśmy  utrzymać się na nogach. Drugie podejście w lecie zakończyło się prawie spływem kajakowym po szlaku. Gwałtowna burza zamieniła szlak w rzekę, uniemożliwiając poruszanie się nim. Obecnie mamy nadzieję przejść dolinę do samego końca. Pogoda zapowiadała się w miarę przyzwoicie. Pod wejście na szlak żółty podjechaliśmy samochodem. Pozostawiamy go na parkingu i ruszamy do doliny. Tym razem udaje się przejść cały odcinek szlaku aż pod Giewont. Patrząc na Giewont i tłumy, które poruszały się w jego kierunku, dla własnego bezpieczeństwa (COVID19) ruszamy w dół szlakiem czerwonym. Pod koniec naszej wędrówki na szlaku dopada nas burza. Co prawda na aplikacji widzieliśmy ją już przy odpoczynku pod Giewontem, ale wtedy była gdzieś w Tatrach Wysokich. Błyskawice tradycyjnie uderzają gdzieś w okolicę szczytu. W naszej okolicy burza przebiega raczej spokojnie, pada dość spokojny deszcz, bez ulewy. Po zejściu do doliny wychodzi słońce, pozwalając na dłuższy odpoczynek przy śpiewie ptaków i otaczającej nas przyrody. Cała dalsza droga aż do parkingu bardzo przyjemny spacer w dół. Relacja filmowa z wycieczki poniżej.
Na sobotę przygotowałem najdłuższą wyprawę. Jej przebieg był uzależniony od warunków atmosferycznych. Chcieliśmy przejść od Doliny Chochołowskiej do szlaku na Ornak i dalej na Siwą Przełęcz. Tu, jeżeli warunki będą niekorzystne, zejdziemy w dół czarnym szlakiem, a jeżeli będzie spokojnie, pójdziemy do Starobociańskiego Wierchu, następnie przez Kończysty Wierch i Trzydniowiański Wierch ponownie schodząc do Doliny Chochołowskiej. Niby w tym dniu prognozy nie pokazują występowania burz, ale parna aura jest raczej tego zaprzeczeniem. W dodatku nad szczytami zaczynają wypiętrzać się cumulonimbusy. Aby uniknąć tego najgorszego, postanawiamy na parkingu wynająć rowery. Koszt wynajęcia takiego roweru to 40 złotych od sztuki. Przy takiej opcji nie płacimy już za parking. Rowerami podjeżdżamy do szlabanu, gdzie płacimy za wstępy od osób i oczywiście dodatkowo za rowery. Takie rozwiązanie pozwala przyspieszyć pokonanie tego odcinka z 1.30 h do 0,25 h. Rowery pozostawiamy przypięte do drzewa przy wejściu na szlak do Doliny Starobociańskiej. Pomimo że na zegarkach jest 9 ta rano mamy już 26 stopni ciepła. Trochę za gorąco na podróż pod górę. Na Ornak udaje  nam się wejść kilkanaście minut szybciej, niż jest to pokazane na mapie.
Po odpoczynku ruszamy do Siwej Przełęczy. Tu musimy zdecydować co dalej. Za zejściem w dół przemawia fakt docierających do nas odgłosów burzy, która wisi gdzieś nad Beskidem Żywieckim. Aplikacja oraz kierunek wiatru pokazują, że chmura raczej nas ominie. Postanawiamy iść do góry na Starobociański Wierch. Troszkę wzmaga się wiatr, ale nadal dość mocno przygrzewa słońce. Temperatura na Starobociańskim o godzinie 14 tej to 20 stopni na plusie. Kierujemy się w stronę kolejnego szczytu, jakim jest Kończysty Wierch, a następnie Trzydniowiański Wierch. W miejsce, gdzie pozostawiliśmy rowery, przychodzimy o 16.30. Pozostaje jeszcze zjechać do parkingu.
O 16.45 zwracamy rowery na parkingu i wsiadamy do naszego samochodu udając się w kierunku kwatery.
Film z wyprawy umieszczam poniżej.

Pierwsze zmiany w związku z COVID19

Rok 2020 zaczął się dość obiecująco od wyprawy na Małą Babią Górę, lecz tuż po niej pojawiły się problemy związane z COVID 19. Zamknięte granice i problemy z podróżowaniem były przyczyną odwołania naszego czerwcowego lotu do Irlandii. Tak więc pierwsza wyprawa na szczyt należący do Korony Europy legła w gruzach. Jak będzie wyglądać realizacja pozostałych planów trudno powiedzieć.
Góry Świętokrzyskie - Łysica i Skała Agaty

Trzecia w tym roku wyprawa górska odbyła się 02.05.2020 roku.  Naszym celem były Góry Świętokrzyskie z jej dotychczasowym i obecnym najwyższym szczytem, czyli z Łysicą i Skałą Agaty.  Co do lokalizacji pierwszego szczytu nie było wątpliwości, natomiast drugi jest bardziej domniemanym, gdyż nie ma żadnego oznaczenia.
 Mędralowa -Kolejna wizyta w Beskidzie Żywieckim

Pierwsza wyprawa w dobie koronawirusa to szczyt Mędralowa w Beskidzie Żywieckim. Pomimo że nie była to wyprawa wymagająca i tak cieszy z uwagi na odizolowanie od otoczenia, jakie mieliśmy od marca.

Pierwsza zimowa wyprawa, tym razem na Małą Babią Górę

Trudno w tym roku było nam dopasować wolny termin do panującej na zewnątrz pogody. Gdy były chęci i wolny dzień padał deszcz i mocno wiało. Optymalna pogoda panowała w dniu 7 marca 2020, a w dodatku mieliśmy możliwość wyjazdu. Postanowiliśmy w tym roku wbrew naszej tradycji udać się nie na Babią, lecz na Małą Babią Górę.



Cześć w Nowym Roku 2020

Witam wszystkich śledzących nasze górskie wędrówki w Nowym Roku. Niebawem pojawią się tu jakieś ciekawe informacje, więc bądź na bieżąco.

© 2020 Jarosław Walczak. Wszystkie prawa zastrzeżone
Wróć do spisu treści